Lucjan Wolanowski
SmodCMS

LUDWIK JERZY KERN (1920-2010) in Memoriam


Amicus verus rara avis est

.

Ludwik Jerzy Kern - Warszawa, 12 września 2006 r.
(Fot. Archiwum Lucjana Wolanowskiego)

 

LUDWIK JERZY KERN

(ur. 29 grudnia 1920 r. w Łodzi, zm. 29 października 2010 r. w Krakowie)

 

Poeta, satyryk, dziennikarz, tłumacz literatury pięknej, autor tekstów piosenek, znany także pod pseudonimami literackimi: Dr Wist, Eljotka, Fra Lodowico Giorgio Cern, H. Olekinaz, Holekinaz, Louis George Cern, Ludwik Jerzy Coeurn, Ludwik Jerzy Życzliwy, Ob. L., Ob. L.J.K., Top.

Syn Ludwika Kerna i Marii Gertner. Maturę zdał w Liceum Humanistycznym im. A. Zimowskiego w Łodzi.

Debiutował w 1938 r. jako poeta w "Ilustrowanym Kurierze Codziennym". W okresie II wojny światowej brał udział w kampanii wrześniowej, utrzymywał się z pracy fizycznej. Po upadku powstania warszawskiego przeniósł się do Krakowa. W 1945 r. powstały jego pierwsze utwory satyryczne, drukowane w "Szpilkach". Od 1947 r. ponownie w Łodzi, gdzie podjął pracę w Agencji Prasowej "Polpress" (przekształconej później w Polską Agencję Prasową). Współpracował następnie krótko z "Głosem Robotniczym" oraz pismem "Rózgi biją co tydzień", podjął także (nieukończone) studia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. W 1948 r. zamieszkał na stałe w Krakowie.
 

Ludwik Jerzy Kern i Marta Stebnicka - w 1967 roku ...
(Fot. Archiwum Ludwika Jerzego Kerna)

 

 

... i w 2008 roku, w Studiu Polskiego Radia w Krakowie
(Fot. Mariusz Kubik)


Zobacz inne fotografie z 6 maja 2008 r.:
 

Galeria


Od 1948 do 1982 r. w zespole redakcyjnym tygodnika "Przekrój" (po przejściu na emeryturę, w latach 1982-2002 r. był nadal współpracownikiem pisma, do momentu przeniesienia redakcji do Warszawy). Redagował m.in. dział "Rozmaitości" na ostatniej stronie pisma (w tym rubryki: "O Wacusiu" i "Prosimy nie powtarzać"), publikował wiersze (m.in. cykle: "Gry i zabawy ludu polskiego", "Imiona nadwiślańskie", "Świąteczny bukiet"), reportaże (m.in. z Wielkiej Brytanii, Indonezji i Japonii), przekłady literackie (m.in. pod pseudonimem "H. Olekinaz"), recenzje (pod pseud. "Top").

Z dezaprobatą odnosił się do przeniesienia redakcji do Warszawy i późniejszych zmian w tygodniku. W 2000 r. ukazała się jego książka "Moje abecadłowo" (wydanie drugie w 2003 r.), zawierająca sylwetki przyjaciół i znajomych, związanych głównie z "Przekrojem". Z kolei w 2002 r. ukazała się książka pt. "Pogaduszki" (zawierająca rozmowy Kerna o "Przekroju" i środowisku literacko-artystycznym Krakowa - z Tadeuszem Bazylewiczem, Marianem Eile, Jerzym Grohmanem, Janem Kalkowskim, Stefanem Kisielewskim, Marią Koterbską, Zbigniewem Lengrenem, Tadeuszem Łomnickim, Zbigniewem K. Rogowskim, Tadeuszem Sapińskim, Christą Vogel, Jerzym Waldorffem).

Swoje utwory publikował ponadto m.in. w tygodniku "Świat", Płomyku" i "Płomyczku". Tłumaczył też z języka francuskiego i angielskiego, m.in. książki Roalda Dahla, Uri Orleva, także twórczość Isaaca Bashevisa Singera, czy Ogdena Nasha (drukowane w "Przekroju").

 

Ludwik Jerzy Kern w swoim krakowskim mieszkaniu.
Na ścianie grafika od Daniela Mroza i dzieło sztuki aborygeńskiej od Lucjana Wolanowskiego
Kraków, 4 marca 2006 r.
(Fot. Mariusz Kubik)

 

Zobacz inne fotografie z 4 marca 2006 r.:
 

Galeria

 
 

 

Był autorem słów wielu piosenek (np. "W kalendarzu jest taki dzień", "Lato, lato", "Wojna domowa", "Nie bądź taki szybki Bill", "Cicha woda"), wykonywanych m.in. przez Mieczysława Fogga, Marię Koterbską, Halinę Kunicką, Zbigniewa Kurtycza, wykorzystywanych także w filmach fabularnych i serialach telewizyjnych ("Tajemnica dzikiego szybu", 1956; "Szatan z siódmej klasy", 1960; "Wojna domowa", 1965). Był współautorem autorskich programów satyrycznych nadawanych przez Telewizję Polską (m.in. "Kernalia", 1965; "3000 sekund z Ludwikiem Jerzym Kernem", 1965; "Kuchenny walc", 1967; "Karnawał ante portas", 1968; "U fotografa", 1968; "Na plaży", 1970; "Porachunki małżeńskie", 1974; "Kwadrans pod psem. Wiersze i piosenki", 1982; "Kernalia, czyli cztery łapy", 1994).
 

.

 

.

 
Autor popularnych utworów dla dzieci, m.in. "Ferdynand Wspaniały" czy "Proszę słonia", na podstawie których zrealizowano znane dobranocki.
..


Zobacz inne filmy:
 

Galeria

 


Pod koniec życia publikował okazjonalnie w miesięczniku "Kraków".

Był członkiem Związku Zawodowego Dziennikarzy RP i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (1945-1951-1982), Związku Literatów Polskich (1953-1983), Stowarzyszenia Pisarzy Polskich (1989-2010).

 

Kraków, 6 maja 2008 r.
(Fot. Mariusz Kubik)

 

Zmarł po długiej i ciężkiej chorobie. Pogrzeb odbył się 5 listopada 2010 r. w kościele ss. Norbertanek na krakowskim Salwatorze. Pochowany został w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Dwukrotnie żonaty: z Adelą Nowicką (w latach 1942-1948) oraz Martą Stebnicką (od 1954 r.). Mieszkał w Krakowie, na Salwatorze, przy ul. Ukrytej.
 


Wyróżnienia i nagrody: 

Order Uśmiechu (1972; wicekanclerz Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu)
Złoty Krzyż Zasługi (1973)
Złota Odznaka "Za Pracę Społeczną dla m. Krakowa" (1975)
odznaka Zasłużony Działacz Kultury (1975)
Nagroda Prezesa Rady Ministrów za twórczość dla dzieci (1976)
Medal Komisji Edukacji Narodowej (1977)
Nagroda Literacka m. Krakowa (1977)
Nagroda Prezesa Rady Ministrów za twórczość dla dzieci (1979)
Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1980)
Medal Instytutu Wydawniczego "Nasza Księgarnia" za twórczość dla dzieci (1981)
nagroda rzymskiego miesięcznika "Scena Illustrata" - Premio Internazionale "Il migliori dell anno" (1986)
Nagroda im. Andrzeja Waligórskiego (1996)
Nagroda Wojewody Krakowskiego w dziedzinie kultury i sztuki (1997)
Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (1998)
Nagroda Krakowska Książka Miesiąca (2000)
Medal Polskiej Sekcji IBBY za całokształt twórczości (2007)
Nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dziedzinie literatury (2008)
 

Ze Stefanią Grodzieńską-Jurandot w Bibliotece Narodowej
Warszawa, 15 marca 2006 r.
(Fot. Mariusz Kubik)

 

Z córką Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Kirą, w Bibliotece Narodowej
Warszawa, 15 marca 2006 r.
(Fot. Mariusz Kubik)

 


Zobacz inne fotografie z Biblioteki Narodowej, 15 marca 2006 r.:
 

Galeria

  

Twórczość:

"Tu są bajki" (Wydawnictwo Literackie 1953, 1954)
"Bajki drugie" (Wydawnictwo Literackie 1954)
"Wolne wnioski" (Czytelnik 1954; seria: "Biblioteka Satyry")
"Do widzenia zwierzęta" (Wydawnictwo Literackie 1956, 1966)
"Pierwszy i kilka innych wierszy" (Nasza Księgarnia 1956)
"Menażeria kapitana Ali" (Nasza Księgarnia 1957; Artus 1990, ISBN 83-85132-08-2; Literatura 2007, ISBN 978-83-60638-48-4)
"Wiersze i wierszyki" (Iskry 1957)
"Kapitan Ali i jego pies" (Wydawnictwo Literackie 1959)
"Powrót Ramony" (Iskry 1961; seria: "Biblioteka Stańczyka")
"Bajki, bajki, bajki..." (Wydawnictwo Literackie 1963)
"Ferdynand Wspaniały" (Nasza Księgarnia 1963, 1965, 1968, 1974, 1974, 1976, 1979, ISBN 83-10-07521-9; 1982, ISBN 83-10-07521-9; 1987, ISBN 83-10-07521-9; 1991, ISBN 83-10-07521-9; Siedmioróg 1993, ISBN 83-85193-94-4; 1997, ISBN 83-85959-64-5; Wydawnictwo Literackie 2003, ISBN 83-08-03472-1; Polityka SP/Fundacja ABCXXI Cała Polska czyta dzieciom 2008, seria: "Cała Polska czyta dzieciom")
"Spacer z koniem" (Iskry 1963, "Biblioteka Stańczyka")
"Proszę słonia" (Nasza Księgarnia 1964, 1967, 1972, 1985, ISBN 83-10-08732-2; Siedmioróg 1993, ISBN 83-85193-69-3)
"Zbudź się, Ferdynandzie" (Nasza Księgarnia 1965, 1970, 1983, ISBN 83-10-0622-1-5; 1985, ISBN 83-10-08221-5; Wydawnictwo Literackie 2004, ISBN 83-08-03538-8)
"Z Florkiem przez pół świata" (Nasza Księgarnia 1966)
"Zemsta szafy" (Iskry 1967; seria: "Biblioteka Stańczyka")
"Karampuk" (Nasza Księgarnia 1968, 1986, 1988, ISBN 83-10-08937-6; Agencja Artystyczna Prospero 2002, ISBN 83-900822-5-X; wersja na 4 CD: Buka 2006)
"Najwyższe wykształcenie" (Wydawnictwo Literackie 1969)
"Kernalia" (Iskry 1969; seria: "Biblioteka Stańczyka")
"Cztery łapy" (Nasza Księgarnia 1969, 1984, ISBN 83-10-08602-4; 1999, ISBN 83-10-10468-5; Wydawnictwo Literackie 2008, ISBN 978-83-08-04278-6)
"Przygoda w plamie" (Nasza Księgarnia 1971)
"Podglądanie rodaków" (Wydawnictwo Literackie 1972)
"Mądra poduszka" (ilustr. Zbigniew Rychlicki; Nasza Księgarnia 1972, 1977, 1986, ISBN 83-10-08853-1)
"Nasze podwórko" (Nasza Księgarnia 1975, 1980, ISBN 83-10-07538-3; 1990, ISBN 83-10-09113-3, ISBN 83-10-07538-3 [opr.])
"Jaśnie Pan Rym" (opracowanie graficzne Jan Młodożeniec; Iskry 1982, ISBN 83-207-0279-8; seria: "Biblioteka Stańczyka")
"Rower z rowerowa" (Krajowa Agencja Wydawnicza 1976, 1980)
"Wiersze pod choinkę (Krajowa Agencja Wydawnicza 1983, ISBN 83-03-00078-0; 1990, ISBN 83-03-03145-7, ISBN 83-03-03146-5 [opr.])
"Pierwszy" (Nasza Księgarnia 1988, ISBN 83-03-02187-7; seria: "Z wiewiórką")
"Bukiet z wierszy" (Nasza Księgarnia 1990, ISBN 83-10-09224-5)
"Portrety kwiatów" (Wydawnictwo Kwiaty 1992, ISBN 83-900786-0-0)
"Żółta lokomotywa" (Agencja Wydawnicza i Reklamowa Akces 1995, ISBN 83-903394-5-5)
"Kolekcja" (ilustr. Jerzy Flisak; Agencja Wydawnicza i Reklamowa Akces 1996, ISBN 83-906496-3-2)
"Same rodzynki" (Siedmioróg 1997, ISBN 83-7162-240-6)
"Wiersze dla dzieci (Podsiedlik Raniowski i Spółka 1998, ISBN 83-7212-110-9)
"Moje abecadłowo" (Wydawnictwo Literackie 2000, ISBN 83-08-03057-2; 2003, ISBN 83-08-03467-5)

 


"Łapy pióra i rymów cała fura" (Wyd. Literatura 2002, ISBN 83-88484-84-2; 2006, ISBN 83-89409-75-5)
"Niespodzianka" (Literatura 2002, ISBN 83-88484-72-9; Liwona Sp. z o.o. 2003, 2004, ISBN 83-89052-39-3)
"O Wacusiu, czyli Saga rodu Falczaków (The Falczaks): powieść współczesna, wybitnie krótkoodcinkowa / wymyślił, podsłuchał, podpatrzył, powyonacał Ludwik Jerzy Kern" (Wydawnictwo Literackie 2002, ISBN 83-08-03306-7)

 


"Pogaduszki" (Wydawnictwo Literackie 2002, ISBN 83-08-03194-3)

 

 


"Imiona nadwiślańskie" (Wydawnictwo Literackie 2003, ISBN 83-08-03469-1)
 

 

"Ludwik Jerzy Kern" (wybór wierszy; wstęp i oprac. edytorskie Grzegorz Leszczyński; ilustr. Suren Vardanian; Wilga 2003, ISBN 83-7375-045-2)
"Wiersze" (Wilga 2003, ISBN 83-7156-733-2)
"Dyskretne podglądanie rodaków" (Wydawnictwo Literackie 2004, ISBN 83-08-03638-4)
"Kot rybołówca" (Wilga 2004, ISBN 83-7375-177-7, ISBN 83-7156-823-1; 2007, ISBN 978-83-7375-504-8, seria: "Poeci dzieciom")
"Co w drókó piszczy, czyli póstynia błendofska" (Wydawnictwo Literackie 2006, ISBN 83-08-03849-2)
"Kapitan dalekomorskiej wanny" (Literatura 2006, ISBN 83-60638-08-X)
"Konik polny i mrówka" (2007, ISBN 978-83-7375-671-7, seria: "Poeci dzieciom")
"Litery cztery" (wiersze prawie wszystkie) (wybór: Krzysztof Lisowski; Wydawnictwo Literackie 2008, ISBN 978-83-08-04206-9)
 

W Krakowie, po ukazaniu się książki
pt. "Dyskretne podglądanie rodaków" - 23 października 2004 r.
(Fot. Mariusz Kubik)

Publikacje w pracach zbiorowych:

"Wspomnienie o Lucjanie Wolanowskim" [w:] "Wokół reportażu podróżniczego. Tom 3. Lucjan Wolanowski (1920-2006). Studia - szkice - materiały" (Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2009, seria: "Prace naukowe Uniwersytetu Śląskiego nr 2683", ISBN 978-83-226-1802-8, ISSN 0208-6336)
 

Ludwik Jerzy Kern z egzemplarzem książki Wokół reportażu podróżniczego.
Tom 3. Lucjan Wolanowski (1920-2006). Studia - szkice - materiały

Kraków, 23 października 2009 r.

(Fot. Mariusz Kubik)
 

Przekłady (wybór):

Claude Aveline, "Historyjki o lwie, o słoniu, o kotku i kilka innych jeszcze w środku" (Nasza Księgarnia 1957, 1968)
Claude Aveline, "Tik-Tak" (Nasza Księgarnia 1967, wydanie pt. Drzewo Tik-Tak: Nasza Księgarnia 1968)
Claude Aveline, "O lwie, który lubił tylko truskawki" (Nasza Księgarnia 1970)
Roald Dahl, "Jakubek i brzoskwinia olbrzymka" (Nasza Księgarnia 1982, ISBN 83-10-08000-X; 1989, ISBN 83-10-09366-7)
Uri Orlev, "Wyspa na ulicy Ptasiej" (Nasza Księgarnia 1990, ISBN 83-10-09528-7)

Opracowania:

Marian Załucki, "Kpiny i kpinki" (Wydawnictwo Literackie 1985, ISBN 83-08-01167-5)

*    *    *

FOTOGALERIE


Kliknij na link, by zobaczyć więcej:
 

* Marta Stebnicka i Ludwik Jerzy Kern (Kraków, 4 marca 2006 r.)

* Ludwik Jerzy Kern w Bibliotece Narodowej (Warszawa, 15 marca 2006 r.)

* Ludwik Jerzy Kern na Targach Książki (Kraków, 2004-2008)

* Ludwik Jerzy Kern podczas wieczoru pamięci Lucjana Wolanowskiego (Warszawa, 12 września 2006 r.)

* Ludwik Jerzy Kern i Marta Stebnicka podczas spotkania prezentującego książkę "Litery cztery" (Kraków, 6 maja 2008 r.)

* U Ludwika Jerzego Kerna i Marty Stebnickiej (Kraków, 23 października 2009 r.)

* Dedykacje Ludwika Jerzego Kerna dla Lucjana Wolanowskiego

* Uroczystości pogrzebowe Ludwika Jerzego Kerna (Kraków, 5 listopada 2010 r.)

* Filmy poświęcone Ludwikowi Jerzemu Kernowi i jego książkom w serwisie Youtube
 

* STRONA LUDWIKA JERZEGO KERNA NA FACEBOOKU-
ZOBACZ WIĘCEJ...



 

Po wznowieniu książki "Cztery łapy"
Kraków, październik 2008 r.
(Fot. Mariusz Kubik)


.

Z Martą Stebnicką na Targach Książki
Kraków, 26 października 2008 r.
(Fot. Mariusz Kubik)

 


Zobacz inne fotografie Ludwika Jerzego Kerna
z Targów Książki:
 

Galeria 
 

*    *    *

LUDWIK JERZY KERN O LUCJANIE WOLANOWSKIM (1998):

Poznaliśmy się w pierwszych tygodniach po wojnie jako pracownicy redakcyjni Agencji Prasowej, noszącej wówczas nazwę Polpress, który to Polpress zmienił się wkrótce potem w PAP. On zajmował się reporterką miejscową, ja zaś tkwiłem w dość nieatrakcyjnym dziale rolnym. Obsługiwałem jakieś zebranka przedsiewne czy poplonne na szczeblu najwyżej wojewódzkim. Melancholijne nieco zajęcie. Po cichu trochę mu zazdrościłem. Pojechałem w końcu do Krakowa, a on został w Warszawie. Odtąd spotykaliśmy się stale na łamach „Przekroju”. Jego reportaże krajowe powoli zmieniały się w reportaże zagraniczne, i to z coraz dalszych i bardziej atrakcyjnych miejsc. Pisał niezwykle interesująco i z rzadkim u reportażystów poczuciem humoru. Zbierał i zbiera dowcipy i anegdoty, gdzie się tylko da i, co ważne, lubi je opowiadać, a co jeszcze ważniejsze - opowiada je pierwszorzędnie. Z tych reportaży powstał cały szereg książek. Książki były tłumaczone na obce języki, co oznaczało, że Wolanowski ma rozrzuconych po świecie swoich tłumaczy.

Tu jest miejsce, żeby wspomnieć o tym, jak Wolanowski przy pomocy swojej córki wtargnął w moje życie finansowe. A było tak: kiedy ukazało się pierwsze wydanie Ferdynanda Wspaniałego, panna Wolanowska była debiutującą nastolatką, tzn. miała jakieś 10 lat. Natychmiast posłałem jej egzemplarz z odpowiednią dedykacją. Ale, że były to jeszcze ponure czasy panoszenia się cenzury, pierwszy zapewne przeczytał książkę cenzor, tata Wolanowski. Musiała mu się spodobać, ponieważ polecił ją zaraz swemu węgierskiemu tłumaczowi Istvánowi Meszàrosowi. Temu też widocznie przypadła do gustu, bo z miejsca zaczął ją tłumaczyć. W ten sposób, dzięki pannie Wolanowskiej zaczęła się międzynarodowa kariera Ferdynanda.
 

 

 

Lucjan był w nieustannych podróżach, miał światowe obycie i ogromny zasób doświadczeń. Kiedy wybierałem się w półroczną podróż na Daleki Wschód, udzielił mi bezcennych rad. Dzięki niemu, na przykład, przywiozłem moje filmy z podróży w idealnym stanie. W tropikach, jak wiadomo, jest wilgotno, a największym wrogiem taśmy filmowej jest właśnie wilgoć. Żeby więc wilgoć tym taśmom filmowym niczego złego nie zrobiła, trzeba te filmy zapakować w szczelne blaszane pudełko. A do tego pudełka trzeba jeszcze wsadzić... No co? Woreczek z surowym ryżem. Ryż wchłonie każdą odrobinę wilgoci. Ale o tym mało kto wie...

.

Ludwik Jerzy Kern w swoim krakowskim mieszkaniu
 - w ręku tekst o Lucjanie Wolanowskim drukowany w "Przekroju " w 2000 r.

Kraków, 4 marca 2006 r.
(Fot. Mariusz Kubik)

.

Wolanowski jest również odpowiedzialny za najtrudniejszy obiad w moim życiu. On się tego nawet nie domyśla. Miałem ci ja bowiem zobaczyć Singapur. Czterdzieści lat temu to była pełna egzotyka. Bo teraz wsiada się dziś w samolot w Balicach, a pojutrze, także w Balicach, ląduje z walizkami pełnymi singapurskich majtek. Ja podążałem do Singapuru statkiem, a w tym egzotycznym kraju nikogo nie znałem. Lucjan jednak miał tam chody i załatwił mi list polecający od swojego przyjaciela, warszawskiego lekarza, który przemieszkał w Singapurze pół życia. List był do mister Kuoka, wielkiego hurtownika towarów spożywczych. Przekazałem go adresatowi i Singapur jak Sezam otworzył się szeroko przede mną. Doszło do tego, że mister Kuok postanowił uhonorować mnie prawdziwym chińskim obiadem w prawdziwej chińskiej restauracji, najlepszej według niego w Singapurze. Prócz niego rolę gospodarzy pełniło jeszcze dwóch jego braci. Ja jestem zacofaniec i nie przepadam za tymi wszystkimi owocami mórz, oceanów, stawków i sadzawek, którymi naszpikowane jest chińskie jadło. Nie wiem, jak się do tego zabrać, a pałeczki według mnie dobre są do grania na bębnie, a nie do jedzenia.

Restauracja przypominała szopę w starej cegielni. Kucharze, kucając na podłodze, tasakami siekali wszystko na drobne kawałeczki, zaparzali wrzątkiem i od razu... na stół. Stoły miały grube kamienne blaty, wokół panował półmrok. Każdy z moich trzech gospodarzy z każdego dania wybierał najlepsze według niego kąski i nakładał mi na talerz, żeby mnie uhonorować. Miałem więc do jedzenia trzy razy tyle, co oni, i zanim się zorientowałem, co się połyka, a co się wypluwa na ten kamienny stół, nażarłem się różnych muszelek, atenek, wąsików, chitynowych pancerzyków i innych tego rodzaju przysmaków za wszystkie czasy.

.

W książce L. J. Kerna pt. Moje abecadłowo (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2000) ukazał się tekst o Lucjanie Wolanowskim, widoczny także na tej stronie internetowej
(Fot. Archiwum Lucjana Wolanowskiego)

..

Lucjan od dawna zafascynowany jest Australią. Napisał o tym kontynencie kilka książek, i w końcu ten kontynent porwał mu córkę. Ostatnio widziałem pannę Wolanowską w okresie maturalnym. Była to prawdopodobnie jedna z najładniejszych maturzystek Europy. Potem poświęciła się farmacji i w Australii pracuje jako farmaceutka. Poślubiła, jak mówi ojciec, jakiegoś aborygena, który nie potrafił docenić ślicznej Europejki, więc się rozeszli.

Ojciec w Warszawie, córka w Australii. Ojciec odwiedza córkę, ale nie za często, bo to kawałek drogi. Zasięga natomiast jej fachowych porad. Ostatnio zainteresował się melatoniną, lekiem, o którym głośno w różnych „Time’ach” i „Newsweekach”. Podobno dobrze robi na wszystko, m.in. na bezsenność, a Lucjan miewa kłopoty z zaśnięciem. Zdumiewa go tylko, że melatonina pomaga też na inne dolegliwości, a także zapobiega ciąży! Ojcu się to wszystko nie zgadzało, zatelefonował więc do córki farmaceutki chodzącej do góry nogami i zapytał, jak to jest, że coś działa jednocześnie nasennie i przeciwciążowo. „Oj, tata, to przecież takie proste - odpowiedziała. - Jak się śpi, to się nie zachodzi w ciążę...”

LUDWIK JERZY KERN

Kraków, 1998

 

Tekst Ludwika Jerzego Kerna o Lucjanie Wolanowskim z krakowskiego "Przekroju"
- 30 kwietnia 2000 r. Data i tytuł wpisane ręcznie przez Lucjana Wolanowskiego,
na dole odręczny podpis Ludwika Jerzgo Kerna
(Archiwum Mariusza Kubika)

 

*    *    *

LUDWIK JERZY KERN O LUCJANIE WOLANOWSKIM (2006):

Jako dziennikarza znałem go najdawniej, ponieważ razem rozpoczęliśmy, choć z różnym skutkiem, dziennikarskie kariery w Łodzi, w 1945 roku - w firmie, która nazywała się Polpress, a teraz nazywa się PAP. Zajmowaliśmy się różnymi rzeczami, ja na przykład byłem zastępcą w redakcji rolnej, kompletnie się na tym nie znając, nie mając o tym zielonego pojęcia. Nawet kwiatków nigdy nie sadziłem. Ale, jak kazali gdzieś tam jeździć na różne rolne zebrania, czy pisać sprawozdania z dożynek, to to robiliśmy.

Muszę się Państwu przyznać, niejako usprawiedliwić – marzę o tym, by, gdy przyjdzie na mnie czas i trzeba będzie napisać mój nekrolog, żeby ten nekrolog był wesoły. Bo dotychczas pisze się przeważnie nekrologi dość typowe, czyli smutne. A Lucjan był człowiekiem wesołym, był wewnątrz szalenie wesoły, pełen dowcipu, humoru, usiłując jednocześnie zachować niesłychaną powagę. Powierzchownie był strasznie poważny i zasadniczy, a w środku aż się gotowało, choćby od dowcipów, które znakomicie opowiadał.

 

Kraków, 22 października 2006 r.
(Fot. Mariusz Kubik)


 

Pisałem już, że Lucjan otworzył mi drogę do kariery - można nawet powiedzieć, że do światowej. W początkach lat 60. napisałem dla „Naszej Księgarni” książkę dla dzieci pt. Ferdynand Wspaniały. I posłałem tę książkę Lucjanowi. Zadzwonił, że bardzo mu się ta książka podoba i Ani też się podobała. W związku z tym zaprotegował mnie do swojego węgierskiego wydawcy, publikującego jego reportaże podróżne. I rzeczywiście wydałem tam tę książkę, było to moje pierwsze wydanie zagraniczne. Teraz jest dwudzieste pierwsze, albo też w dwudziestym pierwszym języku mój pies Ferdynand szczeka.

On przyjeżdżał do Krakowa. Najpierw pisał wiele lat do „Przekroju”, potem zdradził go dla tygodnika „Świat”. W każdym razie po jakimś czasie związki pomiędzy Marianem Eilem a Lucjanem się nieco rozluźniły i Eile „zakochał się” w innym reporterze, który się nazywa Budrewicz. Mimo to Lucjan do ostatnich chwil krakowskiego „Przekroju” – bo to jest prawdziwy „Przekrój” – brał w nim udział i był jego autorem. Mianowicie redagowałem tam ostatnią stronę pt. „Rozmaitości” i on od czasu do czasu przysyłał mi jakieś wycinki, jakieś głupoty znalezione w gazetach, czy książkach, z komentarzem – i myśmy to drukowali.
 

Wieczór pamięci Lucjana Wolanowskiego.
Stowarzyszenie Pisarzy Polskich - Warszawa, 12 września 2006 r.

Od lewej: Mariusz Kubik, Wojciech Giełżyński, Ludwik Jerzy Kern,
Janusz Krasiński, Leopold Unger

(Fot. Archiwum Lucjana Wolanowskiego)


Zobacz inne fotografie ze Stowarzyszenia Pisarzy Polskich,
12 września 2006 r.:
 

Galeria

  
 

Stowarzyszenie Pisarzy Polskich - Warszawa, 12 września 2006 r.
Ludwik Jerzy Kern, Jolanta Klimowicz-Osmańczyk
(Fot. Mariusz Kubik)

 

On źle słyszał. Miałem już doświadczenie z ludźmi źle słyszącymi, bo przyjaźniłem się z takim panem, który nazywał się Adolf Dymsza, który głuchł strasznie, z tygodnia na tydzień. Jak przyjeżdżałem do Warszawy, szliśmy po jego przedstawieniu w teatrze „Syrena” na kolację. Opowiadaliśmy sobie dowcipy. On mówił je normalnie, a ja musiałem się drzeć, żeby Dodek te historie zrozumiał. I zawsze pół kawiarni patrzyło, z kim ten Dymsza siedzi, z jakimś idiotą, który drze się na cały regulator. Z Lucjanem było podobnie. Pamiętam, jak przyjechał do Krakowa i pisał znane relacje z procesu Mazurkiewicza. Zdobył wtedy, chyba sprowadzone ze Szwecji, specjalne okulary z wmontowanym w nie bardzo czułym aparatem słuchowym. Mieszkałem wówczas w bloku, z dużą ilością lokatorów. Włożyłem te okulary za uszy i nagle usłyszałem, jak płynie gaz w rurociągach, jak elektryczność w drutach się porusza… Podejrzewam, że on to wykorzystywał w przerwach procesowych – jak była przerwa, zostawał na sali - wtedy adwokat naradzał się z Mazurkiewiczem i Lucjan wszystko dokładnie słyszał. Obrońcą Mazurkiewicza był wspaniały prawnik i adwokat Zygmunt Hofmokl-Ostrowski. Zasłynął tym, że w jakiejś swojej mowie obrończej trzymał rękę w kieszeni spodni. Sędzia mu zwrócił uwagę, że to niewłaściwe, on wtedy wyjął tę rękę z kieszeni i powiedział: „Przepraszam Wysoki Sąd, ale nie przypuszczałem, że trzymając rękę w kieszeni spodni dotykam Wysoki Sąd”. To może tyle.

LUDWIK JERZY KERN

Wypowiedź podczas wieczoru w Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich, w Warszawie, 12 września 2006 r.

 

 

  *    *    *

Luckowi Wolanowskiemu
te rymowane reportaże
z życia zwierząt
pozwala sobie ofiarować
L. J. Kern
Kraków 28. I. 1956.

Ludwik Jerzy Kern, Tu są bajki, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1954

.

.

Przyjm tę książkę duszo wierna
I od konia
I od Kerna
L. J. K.
W-wa 28. IX. 1963.

Ludwik Jerzy Kern, Spacer z koniem, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo "Iskry", 1963

.

.

LUCKOWI
Z GORĄCYM PRZYJACIELSKIM
HAU! HAU!
PIĄTA ŁAPA
L. J. Kern
20. VIII. 1969
W KRAKOWIE MIEŚCIE

Ludwik Jerzy Kern, Cztery łapy, Warszawa: Instytut Wydawniczy "Nasza Księgarnia", 1969
 

 

Zobacz wszystkie dedykacje
Ludwika Jerzego Kerna dla Lucjana Wolanowskiego:
 

Galeria
 

*    *    *

Pożegnanie

Ludwik Jerzy Kern (29 XII 1920 – 29 X 2010)

 
Źródło: http://wyborcza.pl/nekrologi/1,101499,8715779,Ludwik_Jerzy_Kern__29_XII_1920___29_X_2010_.html?utm_source=RSS&utm_medium=RSS&utm_campaign=7041972


Ludwik Jerzy Kern
Warszawa, 12 września 2006 r.
(Fot. Archiwum Lucjana Wolanowskiego)

 

„Marzę o tym, by, gdy przyjdzie na mnie czas i trzeba będzie napisać mój nekrolog, żeby ten nekrolog był wesoły” – mówił przed czterema laty Ludwik Jerzy Kern w Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich w Warszawie, podczas wieczoru wspomnień o dziennikarzu i podróżniku Lucjanie Wolanowskim – jednym z najdawniejszych swoich przyjaciół, poznanym tuż po zakończeniu II wojny światowej w Agencji Prasowej Polpress, publikującym później przez wiele lat reportaże krajowe i zagraniczne w krakowskim „Przekroju”. Obaj pracowali w zawodzie w czasach, gdy humor był towarem zdecydowanie deficytowym, ale pozwalał przetrwać w czasach nudy i szarzyzny PRL-u. Dzięki temu twórczość Kerna jest wciąż rozpoznawalna i pozostaje ponad zmieniającymi się modami literackimi, stając się klasyką w morzu literackiej paplaniny nieudolnych naśladowców. Dziś też, gdy czytanie wyparła prawie skutecznie telewizyjna papka, wiersze i satyry Kerna są jak dobre wytrawne wino, stanowią nie tylko wtajemniczenie „z przymrużeniem oka” w tak niedawno przecież minione czasy, ale też pozwalają poczuć, jak niepowtarzalny talent i błyskotliwą lekkość pióra miał ich autor.

 

Warszawa, 15 marca 2006 r.
(Fot. Mariusz Kubik)

 

„Nie bądź taki szybki Bill”, „Lato, lato, lato czeka” czy „Wojnę domową” nucą kolejne pokolenia nie wiedząc, że autorem słów tych piosenek był właśnie Ludwik Jerzy Kern. Za to książki „Ferdynand Wspaniały” czy „Proszę słonia” stworzone dla najmłodszych zna właściwie każdy, a od wierszy z ostatniej strony krakowskiego „Przekroju” (zamieszczanych w autorskim dziale Kerna „Rozmaitości”) przez dziesięciolecia rozpoczynało się lekturę każdego numeru.

 

Warszawa, 15 marca 2006 r.
(Fot. Mariusz Kubik)

 

Dziś nie ma już „Przekroju” w Krakowie, ale zarówno ci, którzy przez kilkadziesiąt lat tworzyli podwawelski zespół redakcji, jak i rozsiani po Polsce współpracownicy: Marian Eile, Jan Kamyczek (Janina Ipohorska), Jan Kalkowski, Konstanty Ildefons Gałczyński, Zbigniew K. Rogowski, Mira Michałowska (Maria Zientarowa), Ludwik Jerzy Kern, Lucjan Wolanowski, Leopold Tyrmand, Olgierd Budrewicz, Zbigniew Lengren, czy Sławomir Mrożek - pozostają na zawsze w historii współczesnej literatury i dziennikarstwa. Do czytania „Przekroju” przyznawał się nawet Josif Brodski, rosyjski laureat literackiego Nobla, późniejszy emigrant-uchodźca, dla którego polski tygodnik stanowił w Związku Radzieckim rzeczywiste okno na świat. Na jego łamach pojawiały się tłumaczenia literatury zachodniej (np. Singera, czy Saganki), ale przede wszystkim niewymuszony, lekki dystans do wszystkiego wokół, paradoksalny wobec faktu, że wszystko dookoła było aż nadto poważne.

 

Ludwik Jerzy Kern
Warszawa, 12 września 2006 r.
(Fot. Archiwum Lucjana Wolanowskiego)

 

Ludwik Jerzy Kern urodził się w Łodzi 29 grudnia 1920 roku (rok wcześniej, niż podają niemal wszystkie encyklopedie i słowniki), ale całe aktywne życie zawodowe związał z Krakowem. Przed wybuchem wojny zdążył jeszcze zadebiutować w IKC-u, choć pierwsze satyry ogłosił w „Szpilkach” pod koniec 1945 r. Studiował krótko w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Łodzi, ale już w 1948 r. znalazł się w redakcji „Przekroju” i pozostał tam aż do przeniesienia pisma do Warszawy w 2002 r., najpierw jako dziennikarz etatowy, a po przejściu na emeryturę - współpracownik. Stanisław Aleksandrzak, naczelny „Płomyczka” namówił go do pisania w odcinkach cyklu dla młodzieży – tak powstały książki: „Ferdynand Wspaniały”, „Z Florkiem przez pół świata”, „Karampuk” i „Proszę słonia” („Przypominam nieskromnie, że i »Trylogia« Sienkiewicza pisana była na zamówienie tą samą metodą” – pisał po latach żartobliwie Kern).

 

Z Leopoldem Ungerem
Warszawa, 12 września 2006 r.
(Fot. Archiwum Lucjana Wolanowskiego)

 

„Ferdynand Wspaniały”, tłumaczony na całym świecie w najbardziej egzotycznych językach sprawił, że jego autor stał się jednym z najbardziej cenionych pisarzy dla dzieci i młodzieży. Ale spod jego pióra wyszły też liczne reportaże podróżnicze (np. z podróży statkiem na Daleki Wschód, czy nieco późniejsze relacje z Indonezji i Japonii). Przekłady z angielskiego ogłaszał w „Przekroju” pod pseudonimem „H. Olekinaz” (wziętym od nazwy przedwojennego specyfiku farmaceutycznego „Holekinaza”). Na ostatniej stronie „Przekroju” przygotowywał m.in. rubryki „O Wacusiu”, czy „Prosimy nie powtarzać”. Ukazywały się kolejne książki, w wielosettysięcznych nakładach, wielokrotnie wznawiane. Poza wymienionymi już tytułami warto wymienić tomy: „Tu są bajki” i „Bajki drugie” (z ilustracjami Daniela Mroza), „Kapitan Ali i jego pies”, „Podglądanie rodaków”, „Spacer z koniem”, „Jaśnie Pan Rym”, czy „Imiona nadwiślańskie” („Przykro mi, że nie ma tu Mariusza/dopiero Pan mnie do tego zmusza”, czytam na stronie przedtytułowej ofiarowanego mi egzemplarza tej książki…) Jego przywiązanie do zwierząt, zwłaszcza psów, obecne w wielu jego utworach i cyklach satyrycznych, znalazło wyraz w popularnym i często wznawianym, również niedawno, tomie „Cztery łapy”.

 

Z wizytą na Salwatorze
Kraków, 23 października 2009 r.
(Fot. Archiwum Mariusza Kubika)

 

Zobacz inne fotografie z 23 października 2009 r.:
 

Galeria
 

W ostatnich latach ukazały się też dwie niezwykle ważne książki Kerna, dzięki którym poznajemy historię środowiska dziennikarskiego i osób, z którymi się zetknął: „Moje abecadłowo” (tu portrety m.in. Mariana Eilego, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Wojciecha J. Hasa, Antoniego Słonimskiego, Leopolda Tyrmanda, Adolfa Dymszy, Janusza Minkiewicza, Lucjana Wolanowskiego, czy Antoniego Uniechowskiego) i „Pogaduszki” (rozmowy Kerna m.in. z Tadeuszem Łomnickim, Marianem Eile, Stefanem Kisielewskim, Zbigniewem Lengrenem, czy Jerzym Waldorffem).

We wszystkich książkach pisarza zachowanych w archiwum Lucjana Wolanowskiego znajdują się dedykacje autorskie, prawie zawsze nawiązujące w żartobliwy sposób do tytułu książki. Przykładowo, w tomie „Spacer z koniem” jego autor napisał: „Przyjm tę książkę duszo wierna, i od konia i od Kerna” (Warszawa, 28 września 1963 r.). W „Zemście wpisał cztery lata później: „Drogi Lucjanie-Sanie, skazuję Cię na czytanie” (była to aluzja do popularnej wówczas książki - reportażu Wolanowskiego z Japonii pt. „Zwierciadło bogini”). W 1969 roku na egzemplarzu „Kernaliów” można przeczytać: „Kochanej firmie Lucjan Wolanowski szef firmy „Kernalia”, L.J.K.”. Na wyborze wierszy „Jaśnie Pan Rym” z początku lat 1980. czytamy z kolei: „Drogiemu Jaśnie Panu Przyjacielowi Lucjanowi z Wolanowa z pełnym rymnięciem Jaśnie Pan Autor Ludwik Jerzy Kern”.

Dwa lata temu ukazał się obszerny wybór jego twórczości – wielki tom w twardej oprawie pt. „Litery cztery” (dla jasności - są to litery: K, E, R, i N). To opus magnum można czytać od dowolnego momentu - od początku, środka lub końca. W każdym przypadku daje obraz wielkiego talentu pisarza, rozśmieszając przy tym do łez. I nawet w jedynej swej książce, do której, jak się zdaje, odnosił się z dystansem – zbiorze satyr „Wolne wnioski” (wyd. 1954) znajdują się wiersze, od których dusi się ze śmiechu największy ponurak. Mój ulubiony wiersz z tego tomu nosi tytuł „Pudełko zapałek” i jest opowieścią o tym, co zrobić, gdy kolejne zapałki wyjmowane z pudełka nie chcą się zapalić (nie od rzeczy jest tu przypomnieć, że wiersz powstał we wczesnych latach 1950-tych). „Gdy pierwsza nawali, narzeka niejeden/a przecież w zapasie czterdzieści ma siedem (…) zostaje nam jeszcze trzydzieści i osiem/gdy dziesięć pod rząd zapali kiepsko się” – pisze autor, konkludując przytomnie i cokolwiek, jak na tamte czasy, dwuznacznie: „Albowiem w tym problem zamyka się właśnie/choć gasną zapałki, nadzieja nie gaśnie”. Każdy najbłahszy temat pod piórem Kerna przemieniał się w arcydzieło humoru, przy pomocy zestawień metafor i paradoksów powstawały frazy o niepowtarzalnym brzmieniu, nie dające się pomylić z twórczością żadnego współczesnego autora („tak właśnie chciałbym to napisać, gdybym potrafił pisać”, mawiano często o pisarstwie Kerna – czy to nie jeden z największych komplementów dla każdego twórcy?…).

 

Na Salwatorze, z żoną, Martą Stebnicką
Kraków, 23 października 2009 r.
(Fot. Mariusz Kubik)

 


 

Ze swą żoną, aktorką teatralną Martą Stebnicką, przeżyli 56 lat szczęśliwego małżeństwa. Co roku z regularnością przychodziły od Nich świąteczne życzenia – specjalne laurki z wierszowanym motywem albo komentarzem do rysunku. Często były to kartki z winietą „Przekroju” i grafiką (np. Daniela Mroza), drukowane na tę specjalną, szczególną okazję.
 

(Fot. Archiwum Lucjana Wolanowskiego)
 

W archiwum Lucjana Wolanowskiego zachowało się ich kilkanaście. „Oboje z Martą skaczemy w Twoje ramiona z całą litanią świątecznych serdeczności i z pełną kolekcją wyselekcjonowanych w extra gatunku życzeń” – głosi kartka z 1995 roku. Na innej czytamy: „W pianie świątecznych toastów i życzeń prolongujemy nasze serdeczności na cały następny rok. Stebnicka z Kernem i Kern ze Stebnicką. Gwiazdka 1998” i pod spodem dopisek „Liczba egzemplarzy ograniczona. Egzemplarz numer 1”.

 

 (Fot. Archiwum Lucjana Wolanowskiego)
 

Jeszcze na innej: „Drogi Lucjanie, życzę Ci jak piernik piernikowi samych najprzedniejszych bakalii na ten Nowy Rok (…) Your Always (ale nie podpaska!) L.J.K.”

 

(Fot. Archiwum Lucjana Wolanowskiego)
 

Jego dystans do świata był także dystansem do samego siebie. Po dłuższym milczeniu korespondencyjnym, zdobywał się na autoironiczne, listowne wyznanie: „Starość u kobiet objawia się gadulstwem, a u mężczyzn – milczeniem. Wygląda na to, że jednak jestem rodzaju męskiego. Klękam i za to milczenie przepraszam”.

 

 (Fot. Archiwum Lucjana Wolanowskiego)
 

Po otrzymaniu w 1992 roku nagrody (honorowej) Fundacji Kultury pisał w jednym z listów, że właściwie to wyróżnienie „za cierpliwy tyłek”, czyli 44 lata w jednej redakcji, dodając żartobliwie: „Julek Kydryński, kiedy go zapytałem, czy przyjdzie na tę imprezę, powiedział: »Podobno nie dają ci ani grosza, no to oczywiście, że przyjdę…«. A inny kolega pisarz pocieszył mnie mówiąc: »Wygląda na to, że dostaniesz pewnie i Goncourtów, bo tam też nie dają pieniędzy…«”. 

 

 (Fot. Archiwum Lucjana Wolanowskiego)

Potrafił stworzyć dowcipną opowieść z każdej sytuacji, którą inni zwykli traktować dogmatycznie czy ambicjonalnie. Z autoironią odnosił się także do swego wieku – żartował, że zdał sobie sprawę z tego ile ma lat, gdy jego syn przeszedł na emeryturę…
 

Krzysztof J. Kern - syn pisarza podczas wieczoru autorskiego
Ludwika Jerzego Kerna w Bibliotece Narodowej.
Na dalszym planie Stefania Grodzieńska i Jolanta Klimowicz-Osmańczyk
Warszawa, 15 marca 2006 r.
(Fot. Mariusz Kubik)

 

Nie wiem, czy wypadł wesoło ten mój nekrolog Ludwika Jerzego Kerna, bo choć tak długo mogliśmy się cieszyć Jego obecnością, nikt i nic tej radości już nie przywróci. Obok, na półce, zostają Jego piękne książki i pamięć o przyjaźni, jaką obdarzał wielu z nas.

 

MARIUSZ KUBIK

Archiwum Lucjana Wolanowskiego w Brwinowie

Warszawa, 30 X - 6 XII 2010 r.

 

*    *    *

 

.

Podczas mszy św. żałobnej w klasztorze ss. Norbertanek
na krakowskim Salwatorze
Kraków, 5 listopada 2010 r.
(Fot. Mariusz Kubik)

 

Cmentarz Rakowicki
Kraków, 5 listopada 2010 r.
(Fot. Mariusz Kubik)

 

Zobacz inne fotografie z uroczystości:
 

Galeria

 

 

 

 

Powrót do strony głównej

 

stat4u